- Nie, wydaje Ci się... - zaprzeczył szybko ocierając twarz rękawem swetra.
- Dobra, ja już tak dłużej nie mogę! - wybuchnął Louis - Nie kocham Cię,
jestem z Tobą tylko i wyłącznie przez tego bachora! - bez większych zahamowań wskazał Libby.
Starałam się być opanowana, niewzruszona... ale to było ciężkie, bo go kochałam. Naprawdę kochałam.
- Mhm - mruknęłam - Potrzymaj ją, Harry - podałam mu dziecko. Zdjęłam z palca pierścionek zaręczynowy i rzuciłam go Louisowi w twarz. Z dezaprobatą pokręciłam głową i pobiegłam do sypialni. Wyjęłam spod łóżka moją starą walizkę, spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy, a później udałam się do pokoju Libby i zrobiłam to samo. Zgarnęłam kluczyki od mojego BMW i uprzednio zabierając Hazzie dziecko wszyłam z domu. Nic nie powiedziałam, jedyną oznaką tego, że protestuję było głośnie trzaśnięcie drzwiami. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia gdzie teraz pojadę, co zrobię. Odwróciłam się i spojrzałam na Li, która smacznie spała w nosidełku. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Moje małe szczęście... Szkoda tylko, że spłodzone przez Louisa. Westchnęłam i gorączkowo zaczęłam zastanawiać się co mogę zrobić. Harry. Tak, on jest moim przyjacielem, do tego wnioskując z ich rozmowy jest we mnie zakochany. Na pewno zgodzi się, żebym trochę u niego pomieszkała dopóki czegoś nie wynajmę. Zaparkowałam przy wjeździe do jakiegoś lasu. Wyjęłam z torebki iPhone'a i wybrałam numer loczka.
- Halo? - w słuchawce odezwał się ochrypły głos.
- Cześć, Harry. Mam do Ciebie prośbę...
- Tak? Słucham uważnie - odpowiedział żywiej niż zwykle.
- Mogę... mogę przez kilka dni pomieszkać u Ciebie z Libby? No wiesz, dopóki czegoś nie wynajmę.
- Jasne - odchrząknął - Za piętnaście minut będę w domu. Dreams Street 7, trafisz?
- Pewnie, że tak. Niedługo będziemy.
- Czekam.
- Hazza?
- Tak?
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Za co?
- Za to, że jesteś - zaśmiał się.
- Czekam na Was - automatycznie się rozłączyłam.
__________________________________________
- Cześć, śliczne - pomachał nam Harry, który nonszalancko opierał się o framugę drzwi.
- Cześć. Przywitaj się z wujkiem Libby - mała zaczęła gaworzyć - Wita Cię - chłopak się zaśmiał.
- Jasne. Wezmę walizki z auta, okey? - poprawił swoją burzę loków.
- Pewnie. Tu są kluczyki - rzuciłam je w jego stronę, a sama udałam się do mieszkania Hazzy.
Przedpokój był ogromny, wyróżniał się jasnymi kolorami. Nie spodziewałam się, że Styles może mieć tak dobry gust. Ściany były śnieżnobiałe, podłoga koloru kawy z mlekiem, a na samym środku leżał ogromny, biały i włochaty dywan. W każdym razie było tu niezaprzeczalnie piękne. Usłyszałam ciche otwieranie drzwi.
- Rozbierzesz się, czy zamieszkasz tutaj w kurtce? - zaśmiałam się.
- Pewnie, że nie. Po prostu się rozglądam. Masz dobry gust - wzruszył ramionami.
- Siostra mi pomagała. Myślę, że powinnaś ją poznać. Macie wiele wspólnego. Ona też... znaczy.. no wiesz... ma dziecko... i taki... taki kretyn... też.. zostawił... to znaczy... no ją zostawił - zaśmiał się nerwowo.
- Eh, właśnie. Kretyn - mruknęłam - To... gdzie mogę na parę dni zamieszkać z Libby? - Harry rozłożył ręce ukazując mi cały dom, wyglądało to dokładnie tak samo, jak w tej bajce na Disney Channel, kiedy to Gibson witał w Legowisku Insektów. Dziwne skojarzenie, ale no cóż. Czy nie od zawsze byłam dziwna? Zaśmiałam się.
- Chodzi mi o pokój dokładnie - sprostowałam.
- Aaaa - odparł kręcąc głową - A więc na górę w te pędy! - roześmiałam się ponownie. Zdjęłam kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak. Powędrowałam za Harrym, który niósł walizki, uprzednio wyjmując Li z nosidełka i biorąc ją na ręce. Szłam po schodach rytmicznie ją kołysząc.
- Em... Harry. Przypomniało mi się coś - spojrzałam na niego przy drzwiach do pokoju - Nie mam łóżeczka dla Libby.
- Spokojnie. Gem też ma dziecko jak wspominałem, syna w zasadzie - sprostował otwierając drzwi. Moim oczom ukazał się duży, przestronny pokój w kolorach fioletu i pomarańczu - i zawsze jak przyjeżdża do mnie to zajmuje ten pokój. Mam nadzieję tylko, że Lily nie będzie miała nic przeciwko niebieskiemu.
- Lily? Ładnie - uśmiechnęłam się - Harry, też mi pytanie! Ja się w ogóle cieszę, że nas przygarnąłeś. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam - przecząco pokręciłam głową kładąc aniołka do łóżeczka. Tak smacznie spała...
- Jesteś moją przyjaciółką, Sophie - uśmiechnął się.
- Tak, wiem. Ale i tak uważam, że sobie na to nie zasłużyłam - podszedł do mnie i przytulił. Wtuliłam się w jego tors. Jest taki opiekuńczy i kochany... Może rzeczywiście byłby lepszym ojcem dla Libby niż Louis. Na samo wspomnienie tego imienia wzdrygnęłam się. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk piosenki Bruno Mars'a - Marry you, niechętnie oderwałam się od Hazzy i wyjęłam telefon z kieszeni spodni.
- Jak ten idiota ma czelność tu dzwonić? - mruknęłam sama do siebie i przyłożyłam telefon do ucha.
____________________________________
Eh, zaczęła się szkoła. I gimnazjum to nie przelewki... ; c
Liam, seksiaku. *.*