poniedziałek, 10 września 2012

~ 05

- Harry, płakałeś? - zwróciłam się w stronę bruneta.
- Nie, wydaje Ci się... - zaprzeczył szybko ocierając twarz rękawem swetra.
- Dobra, ja już tak dłużej nie mogę! - wybuchnął Louis - Nie kocham Cię,
jestem z Tobą tylko i wyłącznie przez tego bachora! - bez większych zahamowań wskazał Libby.
Starałam się być opanowana, niewzruszona... ale to było ciężkie, bo go kochałam. Naprawdę kochałam.
- Mhm - mruknęłam - Potrzymaj ją, Harry - podałam mu dziecko. Zdjęłam z palca pierścionek zaręczynowy i rzuciłam go Louisowi w twarz. Z dezaprobatą pokręciłam głową i pobiegłam do sypialni. Wyjęłam spod łóżka moją starą walizkę, spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy, a później udałam się do pokoju Libby i zrobiłam to samo. Zgarnęłam kluczyki od mojego BMW i uprzednio zabierając Hazzie dziecko wszyłam z domu. Nic nie powiedziałam, jedyną oznaką tego, że protestuję było głośnie trzaśnięcie drzwiami. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia gdzie teraz pojadę, co zrobię. Odwróciłam się i spojrzałam na Li, która smacznie spała w nosidełku. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Moje małe szczęście... Szkoda tylko, że spłodzone przez Louisa. Westchnęłam i gorączkowo zaczęłam zastanawiać się co mogę zrobić. Harry. Tak, on jest moim przyjacielem, do tego wnioskując z ich rozmowy jest we mnie zakochany. Na pewno zgodzi się, żebym trochę u niego pomieszkała dopóki czegoś nie wynajmę. Zaparkowałam przy wjeździe do jakiegoś lasu. Wyjęłam z torebki iPhone'a i wybrałam numer loczka.
- Halo? -  w słuchawce odezwał się ochrypły głos.
- Cześć, Harry. Mam do Ciebie prośbę...
- Tak? Słucham uważnie - odpowiedział żywiej niż zwykle.
- Mogę... mogę przez kilka dni pomieszkać u Ciebie z Libby? No wiesz, dopóki czegoś nie wynajmę.
- Jasne - odchrząknął - Za piętnaście minut będę w domu. Dreams Street 7, trafisz?
- Pewnie, że tak. Niedługo będziemy.
- Czekam.
- Hazza?
- Tak?
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Za co?
- Za to, że jesteś - zaśmiał się.
- Czekam na Was - automatycznie się rozłączyłam.
 __________________________________________

- Cześć, śliczne - pomachał nam Harry, który nonszalancko opierał się o framugę drzwi.
- Cześć. Przywitaj się z wujkiem Libby - mała zaczęła gaworzyć - Wita Cię - chłopak się zaśmiał.
- Jasne. Wezmę walizki z auta, okey? - poprawił swoją burzę loków.
- Pewnie. Tu są kluczyki - rzuciłam je w jego stronę, a sama udałam się do mieszkania Hazzy.
Przedpokój był ogromny, wyróżniał się jasnymi kolorami. Nie spodziewałam się, że Styles może mieć tak dobry gust. Ściany były śnieżnobiałe, podłoga koloru kawy z mlekiem, a na samym środku leżał ogromny, biały i włochaty dywan. W każdym razie było tu niezaprzeczalnie piękne. Usłyszałam ciche otwieranie drzwi.
- Rozbierzesz się, czy zamieszkasz tutaj w kurtce? - zaśmiałam się.
- Pewnie, że nie. Po prostu się rozglądam. Masz dobry gust - wzruszył ramionami.
- Siostra mi pomagała. Myślę, że powinnaś ją poznać. Macie wiele wspólnego. Ona też... znaczy.. no wiesz... ma dziecko... i taki... taki kretyn... też.. zostawił... to znaczy... no ją zostawił - zaśmiał się nerwowo.
- Eh, właśnie. Kretyn - mruknęłam - To... gdzie mogę na parę dni zamieszkać z Libby? - Harry rozłożył ręce ukazując mi cały dom, wyglądało to dokładnie tak samo, jak w tej bajce na Disney Channel, kiedy to Gibson witał w Legowisku Insektów. Dziwne skojarzenie, ale no cóż. Czy nie od zawsze byłam dziwna? Zaśmiałam się.
- Chodzi mi o pokój dokładnie - sprostowałam.
- Aaaa - odparł kręcąc głową - A więc na górę w te pędy! - roześmiałam się ponownie. Zdjęłam kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak. Powędrowałam za Harrym, który niósł walizki, uprzednio wyjmując Li z nosidełka i biorąc ją na ręce. Szłam po schodach rytmicznie ją kołysząc.
- Em... Harry. Przypomniało mi się coś - spojrzałam na niego przy drzwiach do pokoju - Nie mam łóżeczka dla Libby.
- Spokojnie. Gem też ma dziecko jak wspominałem, syna w zasadzie - sprostował otwierając drzwi. Moim oczom ukazał się duży, przestronny pokój w kolorach fioletu i pomarańczu - i zawsze jak przyjeżdża do mnie to zajmuje ten pokój. Mam nadzieję tylko, że Lily nie będzie miała nic przeciwko niebieskiemu.
- Lily? Ładnie - uśmiechnęłam się - Harry, też mi pytanie! Ja się w ogóle cieszę, że nas przygarnąłeś. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam - przecząco pokręciłam głową kładąc aniołka do łóżeczka. Tak smacznie spała...
- Jesteś moją przyjaciółką, Sophie - uśmiechnął się.
- Tak, wiem. Ale i tak uważam, że sobie na to nie zasłużyłam - podszedł do mnie i przytulił. Wtuliłam się w jego tors. Jest taki opiekuńczy i kochany... Może rzeczywiście byłby lepszym ojcem dla Libby niż Louis. Na samo wspomnienie tego imienia wzdrygnęłam się. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk piosenki Bruno Mars'a - Marry you, niechętnie oderwałam się od Hazzy i wyjęłam telefon z kieszeni spodni.
- Jak ten idiota ma czelność tu dzwonić? - mruknęłam sama do siebie i przyłożyłam telefon do ucha.

____________________________________

Eh, zaczęła się szkoła. I gimnazjum to nie przelewki... ; c


http://data.whicdn.com/images/33185887/tumblr_m7fxm47l8R1rak8boo1_500_large.gif
Liam, seksiaku. *.*

czwartek, 16 sierpnia 2012

~ 04

                                                          *Osiem miesięcy później*

Siedziałam na kanapie i oglądałam jakąś denną komedię romantyczną, Louis zaś rozmawiał z naszymi przyjaciółmi z jego zespołu w kuchni. Zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić. Traktowałam ich jak rodzinę. Jednak to z Harrym dogadywałam się najlepiej, oczywiście nie licząc mojego chłopaka. Poczułam mocne uderzenie w brzuch, a potem... potem zauważyłam, że odchodzą mi wody.
- Louis! - krzyknęłam.
- Coś się stało skarbie? - zapytał kiedy weszłam do kuchni trzymając się za brzuch.
- To już - szepnęłam. Oczy piątki chłopaków były skierowane na mnie. Hazza uśmiechał się jak wariat, reszta wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem, a po chwili też się uśmiechnęła, Lou stał otępiały.
- Ale... ale co już? - wydusił.
- Mały Tomlinson chce na świat - szepnęłam opierając się o framugę drzwi - Szybko, idioto! - potrząsnęłam nim i się zaśmiałam.
- No nie kurde, właśnie rodzi, a ma czas się śmiać - Zayn zażartował.
- Lepiej idźcie po auto. Lou masz tu listę rzeczy, którą musisz wziąć - chłopak pognał na górę, a ja podparłam się na Harrym i Niall'u i poszłam z nimi w stronę auta. Położyłam się na tylnym siedzeniu głęboko oddychając. Za kierownicą siedział Harry, a obok niego pojawił się Louis z potrzebną torbą.
- Powodzenia - szepnęli Li, Nialler i Zayn unosząc kciuki w górę. Uśmiechnęłam się, na nic więcej nie było mnie stać. Dojechaliśmy do szpitala w niecałe 15 minut.
- Jak się czujesz? - szepnął Louis. To było ostatnie co zapamiętałam. Zemdlałam. (...)

Obudziłam się delikatnie otwierając oczy, światło mnie oślepiło. Spróbowałam wykonać tę czynność jeszcze raz. Delikatnie podciągnęłam się na łóżku i rozejrzałam po pomieszczeniu. Szpital. Byłam w szpitalu. Odruchowo złapałam się za brzuch. Był płaski. Zdecydowanie za płaski. Do sali wszedł Louis.
- Boże, kochanie! Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś - podbiegł do mnie i pocałował mnie w czoło siadając na krześle obok.
- Co z dzieckiem? Co z naszym Nathanem? - szepnęłam wpatrując się w niebieskie tęczówki chłopaka.
- No wiesz... poród poszedł w miarę zgodnie z planem, chociaż zemdlałaś, ale jakoś się udało... Tylko, że jest mały kłopot... - mruknął.
- Co...? Jaki... jaki kłopot?
- To nie może być Nathan - stwierdził.
- Dlaczego nie?
- Bo nie można nadać dziewczynce męskiego imienia - wyjaśnił i zaśmiał się.
- Idiota, wystraszyłeś mnie!
- Też Cię kocham - pocałował delikatnie mój policzek.
- Libby - szepnęłam.
- Piękne - delikatnie musnął moje usta - Lekarze mówią, że Twój stan jest stabilny i wszystko będzie dobrze. Libby dostała 10 punktów w skali Apgar i ... w zasadzie nie ma się o co martwić. Możemy wracać do domu - ponownie mnie pocałował.

                                                       * Tydzień  później *

- Śpi? - szepnęłam do Louisa, który właśnie wychodził z pokoju Libby.
- Na to wygląda - odparł i usiadł obok mnie na kanapie - Co oglądasz?
- Eh... jakąś denną komedię. Nic nie ma - mruknęłam.
- Może zadzwonimy do chłopaków? Pewnie zechcą zobaczyć nasze małe szczęście - stwierdził.
- Jasne, nie ma sprawy. Tylko - wymierzyłam ostrzegawczo palec w jego stronę - niech któryś ją obudzi. Zamorduję - zaśmiał się.
- Jasne - przelotnie pocałował mnie w czoło i odszedł do kuchni z telefonem w ręce.
Śledziłam dalsze poczynania bohaterki filmu. Wszystko było takie przewidywalne...
- Będą za piętnaście minut - mój chłopak opadł na kanapę.
- Ok - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Wiesz... czegoś mi tu brakuje - ujął moją rękę.
- A czego mogłoby jej brakować? - zaśmiałam się i spojrzałam chłopakowi prosto w oczy.
- Pierścionka, który otrzymasz po tym jak Ci się oświadczę - w tym momencie uklęknął przede mną i z kieszeni wyjął małe, granatowe pudełeczko - Sophie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Tak! - krzyknęłam i rzuciłam się mu w ramiona. Louis nałożył mi pierścionek na palec - Jest piękny - szepnęłam obracając ręką przed swoją twarzą. Natychmiastowo otworzyły się drzwi wyjściowe, do domu wpadła czwórka chłopaków. Niall buszował po lodówce, Harry i Zayn oglądali coś w telewizji, a Liam niepewnie przystanął na progu.
- Możemy wejść? - zapytał nieśmiało.
- Nie - odparłam i się wyszczerzyłam - Cześć chłopaki - podeszłam do każdego z osobna i ich przytuliłam.
- Co to za pierścionek? - zauważył Hazza.
- A taki tam... zaręczynowy - pocałowałam Louiego.
- JEDZENIE NA ŚLUBIE! - krzyknął Nialler z kuchni.
- Niall, obiecuję Ci, że jeżeli jeszcze raz krzykniesz uprzednio nie zastanawiając się, że dziecko może spać, to oderwę ci łeb, bez żadnych zahamowań, bez żadnego współczucia - zmierzyłam go wzrokiem - A teraz... na co masz ochotę? - przystanęłam przed lodówką.
- Kocham Cię, Sophie - pocałował mnie w policzek i udał się do salonu. Zaśmiałam się. Zrobiłam zapiekankę z serem. Pokroiłam ją na talerz i zaniosłam do salonu.
- Głodni? - postawiłam na stoliku.
- Jeszcze się pytasz? - udał oburzenie blondyn.
 Zajadaliśmy się zapiekanką i oglądaliśmy jakiś show muzyczny, nagle usłyszeliśmy płacz dziecka.
- To Libby, pójdę - mruknęłam i odłożyłam zapiekankę z powrotem na talerz - Cześć maleńka. Wyspałaś się? - szepnęłam i wzięłam małą Tomlinson na ręce. Zmieniłam pieluchę i ubrałam w różową sukienkę. Po cichu wyszłam z pokoju małej.
- Jesteś pewien z tym ślubem? To decyzja na całe życie. - stwierdził Niall.
- A co mam zrobić? Zrobiłem dzieciaka muszę się zaopiekować.
- Oh, jakiś ty szlachetny. Słuchaj, idioto. Jeżeli nie chciałeś tego dziecka, a przede wszystkim nie chcesz jej to po co się z nią wiążesz? Dobrze wiesz, że to ja jestem w niej zakochany od samego początku! A nie dość, że tak perfidnie ją upiłeś to jeszcze później zaciągnąłeś do łóżka. Mogło nam się ułożyć... - wychyliłam się zza framugi drzwi. Ujrzałam zapłakaną twarz Harrego i otępiałego Louisa. Nie wierzyłam własnym uszom - Myślałem, że jesteś przyjacielem. Ale nie dość, że wykorzystałeś Sophie to zraniłeś mnie. Po co do cholery bierzesz z nią ten ślub zamiast po prostu się rozstać i dać szansę mi? Libby jest dla mnie jak własna córka. Nie będzie Cię pamiętać, mogłaby... mogłaby być moją córką -  najgłośniej jak potrafiłam zamknęłam drzwi i weszłam do salonu.
- Libby, poznaj wujków - udawałam, że nic nie słyszałam...

______________________________________________________

Ah, no tak. :3
Taka tam czwóreczka. :]
Mam nadzieję, że ktoś czyta moje wypociny
i nie piszę tego na marne. ^^
Więc mam taką malutką prośbę, jeżeli ktoś czyta - niech skomentuje, proszę :3


 http://static.tumblr.com/xvqwfbx/b77m8bytd/tumblr_lxk644m9nq1qji9gdo1_500.gif



wtorek, 7 sierpnia 2012

~ 03

Wbiegłam do domu zapłakana nie zważając na siostrę, która siedziała w salonie z Davem.
- Cześć, jak poszło? - zapytała. Przystanęłam u progu schodów.
- Chcesz wiedzieć jak poszło? - wysyczałam - Nijak! Cholera, nijak! Wiedziałam, że tak będzie. Powiedział, że nie ma pewności, że to jego dziecko. Idiota! Ty mnie do tego namówiłaś. Dziękuję bardzo! - weszłam na górę i zatrzasnęłam drzwi mojego pokoju. Od płaczu bolała mnie głowa. Jak ja o tym powiem rodzicom? Co powiem kiedy zapytają kto jest ojcem dziecka? Zatajenie faktu nie wchodzi w grę. Będą wypytywać...
- Masz gościa - Jamie spojrzała w moją stronę, delikatnie uniosły się kąciki jej ust.
- Kogo? - mruknęłam.
W drzwiach pojawił się uśmiechnięty chłopak z lokowatą czupryną na czubku głowy.
- Harry... - szepnęłam.
- Cześć, Sophie - podszedł do mnie i przytulił. Poczułam się bezpiecznie w jego ramionach.
Usiadł obok mnie na łóżku.
- Louis Cię przysyła - stwierdziłam.
- Tak... - odchrząknął.
- Bał się przyjść sam? Dupek - warknęłam.
- Zgadzam się, dupek - Hazza się uśmiechnął - Ale Sophie, on nie chciał tak się zachować. To po prostu był dla niego szok. On chce dziecka... chce Ciebie.
- Jesteś pewien? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Najlepiej będzie jak sama go o to zapytasz... - wskazał na drzwi, a do pokoju automatycznie wszedł Lou. Loczek ostrożnie się wycofał i wyszedł. Milczałam wpatrując się w podłogę.
- Em... - zaczął niepewnie - Chciałem... chciałem... to znaczy ja... chcę tego dziecka - podszedł bliżej i przytulił mnie do siebie - chcę Ciebie.
- Naprawdę? - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Tak - wypuścił powietrze z ust - Nabroiliśmy, musimy się tym zająć - delikatnie dotknął mojego brzucha.
- Ale wiesz, że nie musisz tego robić? - spojrzałam na niego pytająco - Wystarczy, że będziesz chciał dziecka. Nie musisz chcieć mnie. Chcę, żeby miało ojca.
- Wiem, że nie muszę. Nie robię tego z litości, czy przymusu. Spodobałaś mi się, polubiłem Cię bardziej niż się tego mogłem spodziewać...
- Co Ci się zrobiłam?
- Spodobałaś. Naprawdę nie robię tego z przymusu, chciałbym... chciałbym abyśmy stworzyli dla niego rodzinę - ponownie dotknął mojego brzucha i pocałował mnie delikatnie. (...)

Zeszliśmy na dół.
- A więc... ? - zapytał Harry nie odwracając wzroku od telewizora.
- A więc ja i Sophie jesteśmy razem, wychowamy małego Tomlinsona. 
- Co.. ? A no, fajnie - mruknął loczek.
- Nie o to pytałeś? - zdziwiłam się.
- Nie... mówiłem do telewizora - Hazza wskazał palcem na ekran. Roześmiałam się, mój głos niósł się echem po całym pomieszczeniu. Do środka weszli Dave i Jamie.
- Szczęśliwa? - siostra automatycznie spojrzała na mnie.
- Trochę bardzo - wyszczerzyłam się - Musimy pogadać z rodzicami... - szepnęłam do Louiego.
- Moja mama już wie. Jest zadowolona. Zostają Twoi... - nie dokończył, bo do salonu weszli moi rodziciele.
- Cześć! - krzyknęli od progu.
- Witajcie chłopaki - mama spojrzała na Styles'a i Tomlinsona - Co tu robicie?
- Wpadliśmy... - Lou zawahał się - wpadliśmy... no z wizytą, no - mimowolnie się zaśmiałam. Miał rację, wpadliśmy.
- To... fajnie? - tata spojrzał na nas z dziwnie przymrużonymi oczami.
- Musimy pogadać - odchrząknęłam - Louis i ja musimy Wam coś powiedzieć - dodałam.
- Wy? - zdziwiła się kobieta - Od kiedy jesteście jacyś wy? - uniosła pytająco jedną brew.
- No właśnie... - zaczął niepewnie brunet.
- No właśnie od tego czasu kiedy jestem w ciąży - dokończyłam i zawahałam się - z Louisem ... w ciąży.
Spróbowałam odczytać w jakiś sposób zachowanie rodziców. Mama świdrowała nas wzrokiem, a tata zamarł, jakby zatrzymał się w czasie.
- Nie powiem, że jestem zadowolona... Ale nic już nie zrobimy, tak? Czasu raczej nie cofniemy - rodzicielka zmroziła mnie wzrokiem.
- Raczej nie - podeszłam i wtuliłam się w nią - Przepraszam... - szepnęłam na ucho.
- Nie masz za co. Cieszę się, ale muszę grać twardą, no wiesz, przed ojcem - zaśmiałam się cichutko - No powiedz coś, Greg! - nakazała matka, wpatrując się w ojca.
- Nie wiem co... - zawahał się - Szczęścia?
- Może być szczęścia - przytaknęłam.

                                                               *Tydzień później*

Wynajęliśmy z Louisem domek jednorodzinny na obrzeżach miasta.
- Jak tu pięknie... - szepnęłam i ucałowałam chłopaka w policzek - Wyobraź sobie, że za osiem miesięcy, właśnie tutaj będziemy wychowywać nasze dziecko - spojrzałam na niego.
-  Nie wyobrażam sobie. To zbyt cudowna perspektywa - mruknął i przyciągnął mnie do siebie, składając delikatny pocałunek na moim czole.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

~ 02

                                                                  * Tydzień później *

Umalowałam rzęsy maskarą i delikatnie musnęłam usta błyszczykiem.
- Sophie, idziesz? - usłyszałam z dołu krzyk mamy.
- Już schodzę - odkrzyknęłam i jeszcze raz dokładnie przejrzałam się w lustrze. Miałam na sobie czerwoną sukienkę sięgającą do kolan i czarne szpilki na wysokim obcasie. Nie lubiłam się tak ubierać, było to dla mnie zbyt oficjalnie. Z łóżka zgarnęłam czarną kopertówkę i udałam się na dół. Stali tam już wszyscy, oprócz mnie rzecz jasna.
- Dłużej się nie dało? - zaśmiał się Louis.
- W każdej chwili mogę iść do góry i jeszcze trochę tam posiedzieć - odwzajemniłam śmiech.
Jamie wraz z Davidem czekali już w kościele. Do ceremonii zostało niecałe 30 minut. Zlustrowałam wzrokiem wszystkich obecnych. Mama miała ubraną niebieską sukienkę za kolano i kremowe szpilki, tata postawił na klasyczny, czarny garnitur. Kiedy spojrzałam na Loui'ego moje serce mocniej zabiło. Miał na sobie czarny, rozpięty garnitur, białą koszulę i granatowy krawat. Harry zaś postawił na swobodę. Miał na sobie czarne rurki, białe conversy, szarą marynarkę i czarną muchę przy szyi.
- Wow, dobrze wyglądacie - zagadnęłam w drodze do samochodu.
- Ty też niczego sobie - posłał mi uśmiech Lou.
Weszliśmy do kościoła i usiedliśmy w trzeciej ławce. Chwilę po naszym przyjściu rozległy się dźwięki delikatnej muzyki zwiastującej przyjście panny i pana młodego. Moja siostra wyglądała cudownie. Miała na sobie śnieżnobiałą suknię zwężaną u góry, kończyła się zaś dołem, który wyglądał niczym pióra białego gołębia. David wyglądał nie gorzej. Czarny garnitur idealnie podkreślał jego zgrabną sylwetkę. Za przyszłym małżeństwem podążali świadkowie. Ciocia Megan i kuzyn Gregore. Nie za bardzo za nimi przepadałam, ale w końcu był to ślub mojej siostry, nie mój i to ona wybierała swoich świadków, nie ja.
- Czy ty Davidzie Jankins bierzesz tą tu obecną Jamie Greese za żonę? - zabrzmiały słowa przysięgi.
- Tak - szepnął mój nowy brat.
- Ogłaszam Was mężem i żoną. Możecie się pocałować - łzy wzruszenia zaczęły spływać po mojej twarzy. Wszyscy zaczęli klaskać.
- Płaczesz? - szepnął mi Lou na ucho.
- Nie, podlewam rzęsy - zakpiłam.
- Lepiej nie płacz, szkoda zniszczyć taki piękny makijaż.
- Jasne - westchnęłam i otarłam twarz dłonią. Pani Jankins wraz z Panem Jankinsem zaczęli wychodzić z kościoła. Za nimi szli świadkowie, a zaraz cała reszta. (...)

Weszliśmy do ogromnej sali bankietowej, którą wynajęła moja siostra.
- A teraz każdy gość bierze po kieliszku i wznosimy toast, za nasze nowe małżeństwo! - zakrzyknął pan z orkiestry. Posłusznie podniosłam szampana i upiłam łyk. Po chwili tłum z gromkim śmiechem zaczął śpiewać sto lat. (...)

Goście zaczęli siadać do stołu i zajadać obiad. Uczyniłam to samo siadając obok Louisa i Harrego.
- Podać Ci coś? - zapytał z troską w głosie Lou.
- Mam rączki, poradzę sobie - podniosłam w górę ręce i śmiesznie nimi zamachałam.
Nałożyłam sobie trochę ziemniaków i najmniejszy kawałek mięsa jaki znalazłam, kiedy chłopcy jedli, aż im się uszy trzęsły.
- Tak właściwie, czemu nie wzięliście reszty zespołu? - zagaiłam.
- Bo zaproszenie było dwu osobowe - mruknął Louis.
- Aaa.. czyli przyszliście jako para? - zaśmiałam się.
- Coś w tym guście - Hazza posłał mi smajla.
- A ty nie przyszłaś z nikim szczególny? - nieoczekiwanie zapytał Tomlinson.
- Niee... jedynie mogłam wziąć psa... - mruknęłam, Loui się zaśmiał. (...)

Kompletnie straciłam poczucie czasu. Parę razy zatańczyłam z Louisem i Harrym, kilka razy z Davidem, tatą, a nawet siostrą i mamą. Nie stroniłam od alkoholu i równo popijałam razem z chłopakami. O 24:00 urwał mi się film...

Obudziłam się rano w schludnym pomieszczeniu, zupełnie naga na dwuosobowym małżeńskim łożu. Podniosłam się nieznacznie, okrywając kołdrą i rozejrzałam po pomieszczeniu. Naprzeciwko była kuchnia, w której przy stole siedział Louis w samych bokserkach, podpierając głowę rękami, wyglądał jakby próbował sobie coś przypomnieć. Nie zauważył, że już nie śpię.
- Lou, wytłumaczysz mi co tu robimy? Nadzy...? - mruknęłam.
- Ja... ja nie wiem. Pamiętam wszystko do 24:00... później pustka - jęknął.
- Ale my chyba... to znaczy nie ... myśmy się nie ... wiesz ... - jąkałam się patrząc na nagie ciało Tomlinsona.
- Nie... chyba nie. Nie wiem, nie pamiętam...
Szczelnie owinięta kołdrą wstałam i zaczęłam poszukiwania mojej sukienki. Znalazłam ją pod łóżkiem. Aż strach pomyśleć, w jaki sposób tam się znalazła. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i założyłam wczorajsze ubrania. Spojrzałam na mojego iPhone'a. Cztery nieodebrane połączenia od siostry...
Oddzwoniłam, odebrała po drugim sygnale.
- Sophie?! Gdzie jesteś do cholery?! Nawet nie wiesz, jak się o Ciebie martwiliśmy z rodzicami.
- Jesteśmy w pokoju na górze - mruknęłam.
- Jesteśmy...? - Jamie ściszyła głos.
- No z Louisem...
- Chodźcie lepiej na poprawiny, bo już wszyscy goście schodzą na dół, lepiej też to zróbcie - siostra chrząknęła.
- Idziemy już... - odpowiedziałam i rozłączyłam telefon.
- Lou, rusz tyłek. Idziemy na poprawiny - klepnęłam go w ramię.
- Idę.
Wszyliśmy z pokoju uprzednio sprzątając w nim trochę. Klucz zostawiliśmy po zewnętrznej stronie drzwi. Zjechaliśmy windą na parter.
- Gdzie Harry? - zilustrowałam chłopaka wzrokiem.
- Nieważne, da sobie radę. Nie jest już dzieckiem. Podoba Ci się, co? - Loui się zaśmiał.
- Żartujesz? Hazza? Znaczy nie mam nic przeciwko niemu jako kumplowi, jest świetny. Ale nie w moim typie - przybliżyłam się do Tomlinsona - wolę niebieskookich - szepnęłam mu na ucho.
                                                                           
                                                                  *Dwa tygodnie później*

Z niedowierzaniem wpatrywałam się w test ciążowy. Niezaprzeczalnie zostanę matką, a ojcem jest nie kto inny, jak Louis. Nigdy z nikim nie spałam, więc wszystkie podejrzenia padły na niego i na noc spędzoną w hotelu.
- Testy ciążowe nie są stuprocentowe... - Jamie objęła mnie ramieniem.
- Nie, ale jest dziewięćdziesiąt procent szans, że jestem w ciąży. To mi wystarcza - odchrząknęłam.
- To jak go powiadomisz?
- Co? - wytrzeszczyłam oczy na siostrę.
- No chyba nie chcesz, żeby malec nie miał ojca - skinęła głową na mój brzuch.
- On jest gwiazdą. Zniszczę mu karierę, poza tym wątpię, że będzie chciał mieć cokolwiek wspólnego z dzieckiem... - pokręciłam przecząco głową - Cokolwiek wspólnego ze mną...
Szatynka podała mi karteczkę z jakimś adresem.
- Gdybyś się jednak zdecydowała... - delikatnie się uśmiechnęła i wyszła.

                                                                   *Trzy dni później*

Oficjalnie jestem w ciąży. Oficjalnie z Louisem Tomlinsonem. Wychodząc z gabinetu lekarskiego poczułam się szczęśliwa. Pragnę tego dziecka, chociaż mam dopiero dziewiętnaście lat i wiem, że będzie mi trudno. Ale już je pokochałam, moje nienarodzone, malutkie szczęście. Louis nic jeszcze nie wie, muszę z nim porozmawiać, chociaż doskonale znam jego odpowiedź...

                                                                     *Tydzień później*

Stoję przed drzwiami jego domu. Waham się przez chwilę i rozważam ucieczkę z tego miejsca. On i tak nie będzie chciał naszego dziecka... nie będzie chciał mnie. Powoli i uważnie pukam dwa razy w mahoniowe drzwi. Otwiera mi kobieta, prawdopodobnie mama ojca moich dzieci.
- Dzień dobry, jestem przyjaciółką Louisa, Sophie - przedstawiłam się i wyciągnęłam rękę. Kobieta ją uścisnęła.
- Johanna - przedstawiła się - Zaraz zawołam syna - posłała mi uśmiech.
Po chwili w drzwiach pojawił się chłopak.
- Cześć - szepnęłam.
- Cześć Sophie! - zareagował z entuzjazmem i mnie przytulił. Nie spodziewałam się takiej reakcji. W drzwiach pojawiło się kilka dziewczynek - To moje siostry: Lottie, Phobe, Fizzy i Daisy - wyjaśnił.
- Miło Was poznać - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Chodźmy do mnie, na górę - zarządził. Poczłapałam po schodach za nim.
- No, to opowiadaj, co Cię sprowadza?
- Nic co może Cię ucieszyć - odparłam z grobową miną. Louis najpierw zrobił podobną, a później się roześmiał - Nie żartuję, Louis - uspokoiłam go.
- O co chodzi? - nerwowo strzyknęłam palcami. Tomlinson się skrzywił - Nie rób tego więcej, proszę - posłał mi uśmiech.
- Jest to dla mnie bardzo trudne, Louis... - zaczęłam - Z góry przepraszam za prostolinijność, ale nie wiem w jaki inny sposób mogę Ci to przekazać. Tej nocy w hotelu... - wzięłam głęboki oddech - Louis... ja... to znaczy my... będziemy mieli... - zawahałam się - dziecko - skończyłam i z grobową miną wpatrywałam się w twarz chłopaka. Dało się wyczytać z niej wszystkie targające nim emocje. Szczęście, ból, strach, bezradność i znowu strach.
- Ja... znaczy jesteś pewna, że to są moje dzieci? - zapytał.
- Uważasz, że kłamię? Nigdy z nikim nie spałam! Więc jedyną osobą, którą mogę posądzać jesteś ty - oskarżycielsko wymierzyłam palec w jego stronę.
- Nie mamy pewności, że ze sobą spaliśmy - odchrząknął.
- Eh, jesteś beznadziejny - mruknęłam i opuściłam dom Louisa.
______________________________________________________

Jestem baaaardzo zadowolona z tego rozdziału. :]
Mam nadzieję, że wy też. :3
Następny jak najszybciej, obiecuję! ;]

 
< 3

~ 01

Leżałam w łóżku delikatnie wpatrzona w sufit.
- Dzień dobry, Sophie - przywitała się Jamie wchodząc do pokoju - przyniosłam Ci kawę - podała mi biały kubek.
- Dziękuję - podciągnęłam się na łóżku i wzięłam w ręce podarek.
- Słuchaj, mam do Ciebie romans - usiadła zmieszana na moim łóżku. Upiłam łyk kawy.
- Mhm, a o co chodzi? - ziewnęłam.
- Jutro przyjeżdża kuzyn Davida - spojrzałam na nią wyczekująco.
- Tak. I co w związku z tym?
- Słuchaj... będziemy z Davem zajęci przygotowaniami do ślubu. Zaopiekujesz się nim? No wiesz, pokażesz miasto, zabierzesz na jakąś imprezę. Do ślubu pozostał tydzień, więc to mało czasu dla nas, a za to bardzo dużo dla Was - uśmiechnęła się delikatnie.
- Ile ten gówniarz ma lat? - mruknęłam - Osiem?
- Tak się składa, że dwadzieścia jeden. Proszę, zrób to dla mnie - dodała błagalnie.
- Nie może siedzieć na tyłku w domu? - odpowiedziałam niezadowolona.
- Może, ale chyba lepiej będzie, jeżeli urozmaicisz mu ten czas.
- Nie - upiłam kolejny łyk kawy.
- Soph, proszę! Będzie z kolegą - poruszyła zabawnie brwiami - Tak na marginesie to myślę, że ich znasz.
- Skąd niby? - zaciekawiłam się.
- A chociażby stąd - zdjęła z szafki nocnej i podała mi gazetę, na której widniało pięciu uśmiechniętych chłopaków. Zespół One Direction.
- Żartujesz sobie?! - zaśmiałam się - Który przyjedzie?
- O ten - wskazała na loczka - A to kuzyn Davida - wskazała na Louisa.
Wiedziała jakiej broni użyć wobec mnie, wiedziała że uwielbiam ten boysband i wiedziała, że będę chciała spędzić z nimi czas.
- Ten CuryHairMan też będzie z nami łaził? - udałam niewzruszoną, choć tak naprawdę w duchu cieszyłam się niczym pięcioletnia dziewczynka, której tata właśnie kupił nową, wymarzoną lalkę.
- No... chyba tak - mruknęła.
- Oh, dobra Jamie. Zajmę się nimi - westchnęłam teatralnie.
- Dziękuję! - szepnęła i pocałowała mnie w policzek.
Dopiłam kawę i odłożyłam ją na stolik nocny. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy z ubraniami. Wybrałam różowe rurki, czarne krótkie converse i do tego bluzkę z motywem Nirvany.
Weszłam do łazienki i szybko wykonałam poranną toaletę. Włosy związałam w niedbałego koka, rzęsy musnęłam maskarą i zbiegłam na dół. Jamie siedziała z jej narzeczonym na kanapie i oglądali jakiś film.
- Co dzisiaj robicie? - krzyknęłam kierując się w stronę lodówki i wyciągając z niej mleko.
- Idziemy załatwiać orkiestrę i poszukać garnituru - odpowiedziała moja siostra.
Wsypałam do miski płatki i zalałam je mlekiem. Usiadłam do stołu i poczęłam pałaszować.
- Kiedy przyjeżdża kuzyniątko i orszak? - mruknęłam. Zaśmiali się. Chwila... dało się słyszeć więcej niż dwa śmiechy.
- No bo... widzisz... w zasadzie to oni już tu są Sophie - Jam zmieszała się. Pięknie. Spalona od pierwszych minut kiedy mnie poznali. W kuchni pojawili się chłopcy.
- Harry - uśmiechnął się loczek i podał rękę.
- Sophie - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Louis - powtórzył czyn Hazzy brunet.
- Możecie mi mówić Soph - dodałam.
- Sophie brzmi ładniej - delikatnie uśmiechnął się Lou.
- Dzięki - czułam jak momentalnie się czerwienię i żeby to ukryć, schyliłam głowę nad płatkami.
Wstałam od stołu i wrzuciłam miskę do zmywarki.
- Co chcecie dzisiaj robić? - zwróciłam się do chłopaków.
- Najpierw pójdziemy się wypakować do góry... a później... - Hazza zastanowił się.
- Cokolwiek sobie zażyczysz - Lou uśmiechnął się rozbrajająco.
- To idźcie, czekam na dole - poruszyłam zabawnie brwiami. Oboje się zaśmiali i weszli po schodach.
Czekałam dobre piętnaście minut, 2/5 One Direction zjawiło się na dole.
- Obiad? - wskazałam na zegarek - Może Skylon? - uśmiechnęłam się.
- Nam pasuje - Louis puścił mi oczko.
- Pozwólcie, że się przebiorę - pognałam na górę. Wyjęłam z szafy sukienkę przed kolano w kolorowe kwiatki i brązowe balerinki. Zgarnęłam jeszcze torebkę, poprawiłam włosy w lustrze i zeszłam na dół.
- Wow - wydukał Hazza. Zaśmiałam się.
- Dajcie spokój, idziemy - zgarnęłam klucze z blatu kuchennego. Wsiedliśmy do mojego białegu BMW x3.
- Dobre auto - mruknął Louis i się uśmiechnął.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech.
Zjedliśmy z chłopakami obiad dużo rozmawiając. Okazało się, że są bardzo zabawni i sympatyczni. Wychodząc z restauracji zatrzymaliśmy się na chwilę, aby 2/5 One Direction mogło spokojnie rozdać autografy i zrobić zdjęcia z fankami. (...)
Zasiedliśmy do mojego wozu i pojechaliśmy na spacer do lasu. Wygłupialiśmy się i przewracaliśmy na leśną ściółkę. Świetnie się z nimi dogadywałam, polubiłam ich.
_______________________________________________________

Tak więc jest jedynka! :D
Następny będzie już na ślubie. < 3
Mam niecne plany. xD
+ zapraszam na mojego drugiego bloga:  http://1dlovestoy.blogspot.com/


*le dead*

Bohaterowie


http://www.bloblo.pl/image/267845/default/tumblr_lfglwt5V6G1qa9uy2o1_400_large.jpg
Sophie Greese, 19 lat.
Pochodzi z Londynu. Mieszka tu od urodzenia. Ma starszą siostrę Jamie.
Uwielbia fotografię, jazdę na desce oraz śpiewanie. Aktualnie studiuje aktorstwo
na Royal Academy of Dramatic Art.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhaGKGsGHX2SSEGWMBdxvKqSJN9eYWISEgPtRb53Tv2juFvPK-6LFXgsFMYTK7sqZppRZndYSCGBeiqB5VW2CYad-DSX4CtSAK3bSrJcmCdyoffSI1FLYCVSsQDiw7SRyrgKAUSXrPAn2M/s1600/yn556_tumblr_li8ng43dx71qcmkeso1_500_large.jpg
Jamie Greese, 24 lata.
Starsza siostra Sophie. Bardzo kocha swoją siostrę. Jest prawniczką.
Uwielbia spędzać popołudnia na wylegiwaniu się w łóżku i czytaniu książek.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhS3kxrT5DL5KisQlVprf8cK8p_zXMc_i18mh3HNswDuA_cySxSo4mLs6LPeY8-I8axJjGwnR8loabljCgVLQR2nKskmFzrx_uoyarKfxhmeD8rbAodnGDS-1bgon8agpkKVtEy-BzI10o/s1600/tumblr_m1vmuk26v21qbk0rto1_500.jpg
David Jankins, 26 lat.
Narzeczony Jamie. Jest malarzem.
Ma znamię w kształcie serca na przedramieniu.

http://25.media.tumblr.com/tumblr_lwqgu4Iq6Q1qekqr1o8_500.png
Louis Tomlinson, 21 lat
Kuzyn David'a.

http://data.whicdn.com/images/31923033/tumblr_lzp4l46FUe1r3u7cno1_400_large.jpg
Harry Styles, 18 lat
Przyjaciel Louis'a.