- Dzień dobry, Sophie - przywitała się Jamie wchodząc do pokoju - przyniosłam Ci kawę - podała mi biały kubek.
- Dziękuję - podciągnęłam się na łóżku i wzięłam w ręce podarek.
- Słuchaj, mam do Ciebie romans - usiadła zmieszana na moim łóżku. Upiłam łyk kawy.
- Mhm, a o co chodzi? - ziewnęłam.
- Jutro przyjeżdża kuzyn Davida - spojrzałam na nią wyczekująco.
- Tak. I co w związku z tym?
- Słuchaj... będziemy z Davem zajęci przygotowaniami do ślubu. Zaopiekujesz się nim? No wiesz, pokażesz miasto, zabierzesz na jakąś imprezę. Do ślubu pozostał tydzień, więc to mało czasu dla nas, a za to bardzo dużo dla Was - uśmiechnęła się delikatnie.
- Ile ten gówniarz ma lat? - mruknęłam - Osiem?
- Tak się składa, że dwadzieścia jeden. Proszę, zrób to dla mnie - dodała błagalnie.
- Nie może siedzieć na tyłku w domu? - odpowiedziałam niezadowolona.
- Może, ale chyba lepiej będzie, jeżeli urozmaicisz mu ten czas.
- Nie - upiłam kolejny łyk kawy.
- Soph, proszę! Będzie z kolegą - poruszyła zabawnie brwiami - Tak na marginesie to myślę, że ich znasz.
- Skąd niby? - zaciekawiłam się.
- A chociażby stąd - zdjęła z szafki nocnej i podała mi gazetę, na której widniało pięciu uśmiechniętych chłopaków. Zespół One Direction.
- Żartujesz sobie?! - zaśmiałam się - Który przyjedzie?
- O ten - wskazała na loczka - A to kuzyn Davida - wskazała na Louisa.
Wiedziała jakiej broni użyć wobec mnie, wiedziała że uwielbiam ten boysband i wiedziała, że będę chciała spędzić z nimi czas.
- Ten CuryHairMan też będzie z nami łaził? - udałam niewzruszoną, choć tak naprawdę w duchu cieszyłam się niczym pięcioletnia dziewczynka, której tata właśnie kupił nową, wymarzoną lalkę.
- No... chyba tak - mruknęła.
- Oh, dobra Jamie. Zajmę się nimi - westchnęłam teatralnie.
- Dziękuję! - szepnęła i pocałowała mnie w policzek.
Dopiłam kawę i odłożyłam ją na stolik nocny. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy z ubraniami. Wybrałam różowe rurki, czarne krótkie converse i do tego bluzkę z motywem Nirvany.
Weszłam do łazienki i szybko wykonałam poranną toaletę. Włosy związałam w niedbałego koka, rzęsy musnęłam maskarą i zbiegłam na dół. Jamie siedziała z jej narzeczonym na kanapie i oglądali jakiś film.
- Co dzisiaj robicie? - krzyknęłam kierując się w stronę lodówki i wyciągając z niej mleko.
- Idziemy załatwiać orkiestrę i poszukać garnituru - odpowiedziała moja siostra.
Wsypałam do miski płatki i zalałam je mlekiem. Usiadłam do stołu i poczęłam pałaszować.
- Kiedy przyjeżdża kuzyniątko i orszak? - mruknęłam. Zaśmiali się. Chwila... dało się słyszeć więcej niż dwa śmiechy.
- No bo... widzisz... w zasadzie to oni już tu są Sophie - Jam zmieszała się. Pięknie. Spalona od pierwszych minut kiedy mnie poznali. W kuchni pojawili się chłopcy.
- Harry - uśmiechnął się loczek i podał rękę.
- Sophie - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Louis - powtórzył czyn Hazzy brunet.
- Możecie mi mówić Soph - dodałam.
- Sophie brzmi ładniej - delikatnie uśmiechnął się Lou.
- Dzięki - czułam jak momentalnie się czerwienię i żeby to ukryć, schyliłam głowę nad płatkami.
Wstałam od stołu i wrzuciłam miskę do zmywarki.
- Co chcecie dzisiaj robić? - zwróciłam się do chłopaków.
- Najpierw pójdziemy się wypakować do góry... a później... - Hazza zastanowił się.
- Cokolwiek sobie zażyczysz - Lou uśmiechnął się rozbrajająco.
- To idźcie, czekam na dole - poruszyłam zabawnie brwiami. Oboje się zaśmiali i weszli po schodach.
Czekałam dobre piętnaście minut, 2/5 One Direction zjawiło się na dole.
- Obiad? - wskazałam na zegarek - Może Skylon? - uśmiechnęłam się.
- Nam pasuje - Louis puścił mi oczko.
- Pozwólcie, że się przebiorę - pognałam na górę. Wyjęłam z szafy sukienkę przed kolano w kolorowe kwiatki i brązowe balerinki. Zgarnęłam jeszcze torebkę, poprawiłam włosy w lustrze i zeszłam na dół.
- Wow - wydukał Hazza. Zaśmiałam się.
- Dajcie spokój, idziemy - zgarnęłam klucze z blatu kuchennego. Wsiedliśmy do mojego białegu BMW x3.
- Dobre auto - mruknął Louis i się uśmiechnął.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech.
Zjedliśmy z chłopakami obiad dużo rozmawiając. Okazało się, że są bardzo zabawni i sympatyczni. Wychodząc z restauracji zatrzymaliśmy się na chwilę, aby 2/5 One Direction mogło spokojnie rozdać autografy i zrobić zdjęcia z fankami. (...)
Zasiedliśmy do mojego wozu i pojechaliśmy na spacer do lasu. Wygłupialiśmy się i przewracaliśmy na leśną ściółkę. Świetnie się z nimi dogadywałam, polubiłam ich.
_______________________________________________________
Tak więc jest jedynka! :D
Następny będzie już na ślubie. < 3
Mam niecne plany. xD
+ zapraszam na mojego drugiego bloga: http://1dlovestoy.blogspot.com/
*le dead*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz