Wbiegłam do domu zapłakana nie zważając na siostrę, która siedziała w salonie z Davem.
- Cześć, jak poszło? - zapytała. Przystanęłam u progu schodów.
- Chcesz wiedzieć jak poszło? - wysyczałam - Nijak! Cholera, nijak! Wiedziałam, że tak będzie. Powiedział, że nie ma pewności, że to jego dziecko. Idiota! Ty mnie do tego namówiłaś. Dziękuję bardzo! - weszłam na górę i zatrzasnęłam drzwi mojego pokoju. Od płaczu bolała mnie głowa. Jak ja o tym powiem rodzicom? Co powiem kiedy zapytają kto jest ojcem dziecka? Zatajenie faktu nie wchodzi w grę. Będą wypytywać...
- Masz gościa - Jamie spojrzała w moją stronę, delikatnie uniosły się kąciki jej ust.
- Kogo? - mruknęłam.
W drzwiach pojawił się uśmiechnięty chłopak z lokowatą czupryną na czubku głowy.
- Harry... - szepnęłam.
- Cześć, Sophie - podszedł do mnie i przytulił. Poczułam się bezpiecznie w jego ramionach.
Usiadł obok mnie na łóżku.
- Louis Cię przysyła - stwierdziłam.
- Tak... - odchrząknął.
- Bał się przyjść sam? Dupek - warknęłam.
- Zgadzam się, dupek - Hazza się uśmiechnął - Ale Sophie, on nie chciał tak się zachować. To po prostu był dla niego szok. On chce dziecka... chce Ciebie.
- Jesteś pewien? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Najlepiej będzie jak sama go o to zapytasz... - wskazał na drzwi, a do pokoju automatycznie wszedł Lou. Loczek ostrożnie się wycofał i wyszedł. Milczałam wpatrując się w podłogę.
- Em... - zaczął niepewnie - Chciałem... chciałem... to znaczy ja... chcę tego dziecka - podszedł bliżej i przytulił mnie do siebie - chcę Ciebie.
- Naprawdę? - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Tak - wypuścił powietrze z ust - Nabroiliśmy, musimy się tym zająć - delikatnie dotknął mojego brzucha.
- Ale wiesz, że nie musisz tego robić? - spojrzałam na niego pytająco - Wystarczy, że będziesz chciał dziecka. Nie musisz chcieć mnie. Chcę, żeby miało ojca.
- Wiem, że nie muszę. Nie robię tego z litości, czy przymusu. Spodobałaś mi się, polubiłem Cię bardziej niż się tego mogłem spodziewać...
- Co Ci się zrobiłam?
- Spodobałaś. Naprawdę nie robię tego z przymusu, chciałbym... chciałbym abyśmy stworzyli dla niego rodzinę - ponownie dotknął mojego brzucha i pocałował mnie delikatnie. (...)
Zeszliśmy na dół.
- A więc... ? - zapytał Harry nie odwracając wzroku od telewizora.
- A więc ja i Sophie jesteśmy razem, wychowamy małego Tomlinsona.
- Co.. ? A no, fajnie - mruknął loczek.
- Nie o to pytałeś? - zdziwiłam się.
- Nie... mówiłem do telewizora - Hazza wskazał palcem na ekran. Roześmiałam się, mój głos niósł się echem po całym pomieszczeniu. Do środka weszli Dave i Jamie.
- Szczęśliwa? - siostra automatycznie spojrzała na mnie.
- Trochę bardzo - wyszczerzyłam się - Musimy pogadać z rodzicami... - szepnęłam do Louiego.
- Moja mama już wie. Jest zadowolona. Zostają Twoi... - nie dokończył, bo do salonu weszli moi rodziciele.
- Cześć! - krzyknęli od progu.
- Witajcie chłopaki - mama spojrzała na Styles'a i Tomlinsona - Co tu robicie?
- Wpadliśmy... - Lou zawahał się - wpadliśmy... no z wizytą, no - mimowolnie się zaśmiałam. Miał rację, wpadliśmy.
- To... fajnie? - tata spojrzał na nas z dziwnie przymrużonymi oczami.
- Musimy pogadać - odchrząknęłam - Louis i ja musimy Wam coś powiedzieć - dodałam.
- Wy? - zdziwiła się kobieta - Od kiedy jesteście jacyś wy? - uniosła pytająco jedną brew.
- No właśnie... - zaczął niepewnie brunet.
- No właśnie od tego czasu kiedy jestem w ciąży - dokończyłam i zawahałam się - z Louisem ... w ciąży.
Spróbowałam odczytać w jakiś sposób zachowanie rodziców. Mama świdrowała nas wzrokiem, a tata zamarł, jakby zatrzymał się w czasie.
- Nie powiem, że jestem zadowolona... Ale nic już nie zrobimy, tak? Czasu raczej nie cofniemy - rodzicielka zmroziła mnie wzrokiem.
- Raczej nie - podeszłam i wtuliłam się w nią - Przepraszam... - szepnęłam na ucho.
- Nie masz za co. Cieszę się, ale muszę grać twardą, no wiesz, przed ojcem - zaśmiałam się cichutko - No powiedz coś, Greg! - nakazała matka, wpatrując się w ojca.
- Nie wiem co... - zawahał się - Szczęścia?
- Może być szczęścia - przytaknęłam.
*Tydzień później*
Wynajęliśmy z Louisem domek jednorodzinny na obrzeżach miasta.
- Jak tu pięknie... - szepnęłam i ucałowałam chłopaka w policzek - Wyobraź sobie, że za osiem miesięcy, właśnie tutaj będziemy wychowywać nasze dziecko - spojrzałam na niego.
- Nie wyobrażam sobie. To zbyt cudowna perspektywa - mruknął i przyciągnął mnie do siebie, składając delikatny pocałunek na moim czole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz