Siedziałam na kanapie i oglądałam jakąś denną komedię romantyczną, Louis zaś rozmawiał z naszymi przyjaciółmi z jego zespołu w kuchni. Zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić. Traktowałam ich jak rodzinę. Jednak to z Harrym dogadywałam się najlepiej, oczywiście nie licząc mojego chłopaka. Poczułam mocne uderzenie w brzuch, a potem... potem zauważyłam, że odchodzą mi wody.
- Louis! - krzyknęłam.
- Coś się stało skarbie? - zapytał kiedy weszłam do kuchni trzymając się za brzuch.
- To już - szepnęłam. Oczy piątki chłopaków były skierowane na mnie. Hazza uśmiechał się jak wariat, reszta wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem, a po chwili też się uśmiechnęła, Lou stał otępiały.
- Ale... ale co już? - wydusił.
- Mały Tomlinson chce na świat - szepnęłam opierając się o framugę drzwi - Szybko, idioto! - potrząsnęłam nim i się zaśmiałam.
- No nie kurde, właśnie rodzi, a ma czas się śmiać - Zayn zażartował.
- Lepiej idźcie po auto. Lou masz tu listę rzeczy, którą musisz wziąć - chłopak pognał na górę, a ja podparłam się na Harrym i Niall'u i poszłam z nimi w stronę auta. Położyłam się na tylnym siedzeniu głęboko oddychając. Za kierownicą siedział Harry, a obok niego pojawił się Louis z potrzebną torbą.
- Powodzenia - szepnęli Li, Nialler i Zayn unosząc kciuki w górę. Uśmiechnęłam się, na nic więcej nie było mnie stać. Dojechaliśmy do szpitala w niecałe 15 minut.
- Jak się czujesz? - szepnął Louis. To było ostatnie co zapamiętałam. Zemdlałam. (...)
Obudziłam się delikatnie otwierając oczy, światło mnie oślepiło. Spróbowałam wykonać tę czynność jeszcze raz. Delikatnie podciągnęłam się na łóżku i rozejrzałam po pomieszczeniu. Szpital. Byłam w szpitalu. Odruchowo złapałam się za brzuch. Był płaski. Zdecydowanie za płaski. Do sali wszedł Louis.
- Boże, kochanie! Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś - podbiegł do mnie i pocałował mnie w czoło siadając na krześle obok.
- Co z dzieckiem? Co z naszym Nathanem? - szepnęłam wpatrując się w niebieskie tęczówki chłopaka.
- No wiesz... poród poszedł w miarę zgodnie z planem, chociaż zemdlałaś, ale jakoś się udało... Tylko, że jest mały kłopot... - mruknął.
- Co...? Jaki... jaki kłopot?
- To nie może być Nathan - stwierdził.
- Dlaczego nie?
- Bo nie można nadać dziewczynce męskiego imienia - wyjaśnił i zaśmiał się.
- Idiota, wystraszyłeś mnie!
- Też Cię kocham - pocałował delikatnie mój policzek.
- Libby - szepnęłam.
- Piękne - delikatnie musnął moje usta - Lekarze mówią, że Twój stan jest stabilny i wszystko będzie dobrze. Libby dostała 10 punktów w skali Apgar i ... w zasadzie nie ma się o co martwić. Możemy wracać do domu - ponownie mnie pocałował.
* Tydzień później *
- Śpi? - szepnęłam do Louisa, który właśnie wychodził z pokoju Libby.
- Na to wygląda - odparł i usiadł obok mnie na kanapie - Co oglądasz?
- Eh... jakąś denną komedię. Nic nie ma - mruknęłam.
- Może zadzwonimy do chłopaków? Pewnie zechcą zobaczyć nasze małe szczęście - stwierdził.
- Jasne, nie ma sprawy. Tylko - wymierzyłam ostrzegawczo palec w jego stronę - niech któryś ją obudzi. Zamorduję - zaśmiał się.
- Jasne - przelotnie pocałował mnie w czoło i odszedł do kuchni z telefonem w ręce.
Śledziłam dalsze poczynania bohaterki filmu. Wszystko było takie przewidywalne...
- Będą za piętnaście minut - mój chłopak opadł na kanapę.
- Ok - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Wiesz... czegoś mi tu brakuje - ujął moją rękę.
- A czego mogłoby jej brakować? - zaśmiałam się i spojrzałam chłopakowi prosto w oczy.
- Pierścionka, który otrzymasz po tym jak Ci się oświadczę - w tym momencie uklęknął przede mną i z kieszeni wyjął małe, granatowe pudełeczko - Sophie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
- Tak! - krzyknęłam i rzuciłam się mu w ramiona. Louis nałożył mi pierścionek na palec - Jest piękny - szepnęłam obracając ręką przed swoją twarzą. Natychmiastowo otworzyły się drzwi wyjściowe, do domu wpadła czwórka chłopaków. Niall buszował po lodówce, Harry i Zayn oglądali coś w telewizji, a Liam niepewnie przystanął na progu.
- Możemy wejść? - zapytał nieśmiało.
- Nie - odparłam i się wyszczerzyłam - Cześć chłopaki - podeszłam do każdego z osobna i ich przytuliłam.
- Co to za pierścionek? - zauważył Hazza.
- A taki tam... zaręczynowy - pocałowałam Louiego.
- JEDZENIE NA ŚLUBIE! - krzyknął Nialler z kuchni.
- Niall, obiecuję Ci, że jeżeli jeszcze raz krzykniesz uprzednio nie zastanawiając się, że dziecko może spać, to oderwę ci łeb, bez żadnych zahamowań, bez żadnego współczucia - zmierzyłam go wzrokiem - A teraz... na co masz ochotę? - przystanęłam przed lodówką.
- Kocham Cię, Sophie - pocałował mnie w policzek i udał się do salonu. Zaśmiałam się. Zrobiłam zapiekankę z serem. Pokroiłam ją na talerz i zaniosłam do salonu.
- Głodni? - postawiłam na stoliku.
- Jeszcze się pytasz? - udał oburzenie blondyn.
Zajadaliśmy się zapiekanką i oglądaliśmy jakiś show muzyczny, nagle usłyszeliśmy płacz dziecka.
- To Libby, pójdę - mruknęłam i odłożyłam zapiekankę z powrotem na talerz - Cześć maleńka. Wyspałaś się? - szepnęłam i wzięłam małą Tomlinson na ręce. Zmieniłam pieluchę i ubrałam w różową sukienkę. Po cichu wyszłam z pokoju małej.
- Jesteś pewien z tym ślubem? To decyzja na całe życie. - stwierdził Niall.
- A co mam zrobić? Zrobiłem dzieciaka muszę się zaopiekować.
- Oh, jakiś ty szlachetny. Słuchaj, idioto. Jeżeli nie chciałeś tego dziecka, a przede wszystkim nie chcesz jej to po co się z nią wiążesz? Dobrze wiesz, że to ja jestem w niej zakochany od samego początku! A nie dość, że tak perfidnie ją upiłeś to jeszcze później zaciągnąłeś do łóżka. Mogło nam się ułożyć... - wychyliłam się zza framugi drzwi. Ujrzałam zapłakaną twarz Harrego i otępiałego Louisa. Nie wierzyłam własnym uszom - Myślałem, że jesteś przyjacielem. Ale nie dość, że wykorzystałeś Sophie to zraniłeś mnie. Po co do cholery bierzesz z nią ten ślub zamiast po prostu się rozstać i dać szansę mi? Libby jest dla mnie jak własna córka. Nie będzie Cię pamiętać, mogłaby... mogłaby być moją córką - najgłośniej jak potrafiłam zamknęłam drzwi i weszłam do salonu.
- Libby, poznaj wujków - udawałam, że nic nie słyszałam...
______________________________________________________
Ah, no tak. :3
Taka tam czwóreczka. :]
Mam nadzieję, że ktoś czyta moje wypociny
i nie piszę tego na marne. ^^
Więc mam taką malutką prośbę, jeżeli ktoś czyta - niech skomentuje, proszę :3
ja czytam,komentuje i czekam na następny rozdział;*
OdpowiedzUsuń